EVERYDAYOFFICIAL

SAMODZIELNOŚĆ, CZYLI - UMIESZ LICZYĆ? LICZ NA SIEBIE.

Od kiedy pamiętam moja Mama mówiła mi – Umiesz liczyć? Licz na siebie. Żeby było zabawnie – to ona była największą kwoką świata, dbała o nas jak tylko umiała najlepiej, gotowała ulubione przysmaki, głaskała po głowie w chwilach niepowodzeń i gadała do upadłego „Załóż czapkę! Zabierz rękawiczki! Ubierz kurtkę!”. Bywała oczywiście wkurzona, kiedy nie umyliśmy naczyń albo dostawaliśmy słabe oceny i nieraz robiła coś za nas, mimo, że to my mieliśmy iść do sklepu albo odkurzyć. Do dzisiaj nie zmieniła się ani o jotę, a umówmy się – ja jestem już starą babą, a ona babcią ;) 

Do dzisiaj bardzo często rozmawiamy. dzwonię do niej niemal codziennie, bo wiem, że będzie jej przykro, kiedy tego nie zrobię. W końcu jest moją Mamuńcią najwspanialszą ;) Ale to, co nas najbardziej łączy nie wynika tylko z więzów krwi. My się po prostu przyjaźnimy. Kiedy mam problem – najpierw dzwonię do Agaty, a potem do Mamy. Albo odwrotnie, to nie ma znaczenia. Ale to z Mamą rozmawiam najwięcej, bo ta kobieta ma w sobie niewiarygodną siłę, spokój i pogodę ducha. Bez względu na to, jakie przeciwności losu spotykała na swojej drodze – zawsze pokonywała je z wrodzonym stoicyzmem i uśmiechem. Taka malutka i delikatna, a Tytan normalnie. Zazdroszczę jej tego do dziś, bo niestety ja taka nie jestem. 

 

Wszystko, co wiem o życiu, przekazała mi moja Mama. Kiedy na nią patrzę to wiem, że nie trzeba kończyć żadnego uniwersytetu, żeby być mądrym i otwartym człowiekiem. To ona nauczyła mnie tolerancji i otwartości na inne kultury, to ona pomimo chudego portfela ciągała mnie po Polsce, żebym zobaczyła cokolwiek poza Kołobrzegiem, to ona zdecydowała się płacić za moje liceum społeczne wiedząc, że jestem za delikatnym wariatem, żeby uczyć się w wielkim szkolnym molochu. I to ona wpoiła mi jeszcze jedną zasadę: „Przechodź przez życie z podniesionym czołem i w pogodzie ducha, a nic cię nie złamie.”

Dzisiaj sama mam dwoje dzieci i wiem, jak trudno jest przekazać im uniwersalne wartości – bez zadęcia i moralizatorskich gadek. Trudno jest wpoić dzieciom imperatyw moralny, aby w późniejszym życiu nie wykorzystały go przeciwko innym ludziom (odsyłam do Kanta ;). W ogóle trudno być rodzicem w dzisiejszych czasach…

Ale kiedy zaczynam się zastanawiać, czy na pewno dobrze wychowuję moje dzieci, przypominam sobie zaraz, jaki sposób kształtowała mnie moja Mama… Ona po prostu dała mi WOLNOŚĆ i SAMODZIELNOŚĆ. 

 


Pamiętam, że kiedy byłam w trzeciej klasie liceum i zaczynałam myśleć o studiach, poprosiłam Mamę o możliwość objechania wszystkich interesujących mnie uczelni, żeby zobaczyć, jaki „klimat na nich panuje”. Zabijcie, naprawdę nie wiem, po co mi to było, ale zgodziła się a to i tak przez dwa tygodnie ferii zimowych bujałam się po Polsce pomieszkując u ciotek i odwiedzając wszystkie większe uczelnie. Przypominam, że nie było wtedy komórek i nie było ze mną większego kontaktu, ale rodzice zaufali mi, dali mi wolność w podejmowaniu decyzji, jak wykorzystam ten czas. W ten sam sposób ufali mi we wszystkim – wyjeżdżałam w góry z koleżankami z liceum, na biwaki (tak, tak, kiedyś się jeździło!), z marnymi groszami w kieszeni. I co? I nico. Trzeba było brać za siebie odpowiedzialność – załatwić sobie pole namiotowe, ogarnąć posiłki i zmokłe ręczniki, jeśli się ich nie schowało przed burzą. Miałam oczywiście głupie pomysły jak każdy dzieciak, ale w życiu nie wpadło mi do głowy wyjść w klapkach na Rysy.

 

Tego samego uczę teraz moich dzieci: muszą się same organizować. Nie jestem cerberem z zegarkiem w ręku wyliczającym, ile czasu mają na spotkania z kolegami, a ile na naukę. Sami muszą to sobie poustawiać. Jeśli przebalują cały dzień na boisku to mogą mieć pewność, że lekcje będą odrabiać o późnym wieczorem. No, chyba, że mają na popołudnie ;) Jeśli nie przygotują sobie materiałów na plastykę – trudno, dostaną jedynkę. Jeśli zgubią ulubiony gadżet pomimo moich ostrzeżeń, żeby nie szwendać się z nim po podwórku – trudno, muszą odkupić z własnych kieszonkowych. Może i jest to nauka odpowiedzialności level hard, ale jest skuteczna i nie powoduje rozczarowania: taka była między nami umowa i dotrzymujemy jej warunków.

 

Z drugiej strony – jeśli wyjeżdżamy na weekend, a moja Córka nie ma ochoty nam towarzyszyć – może zostać sama w domu i wiem, że po powrocie nie zastanę w chacie widoku jak z Jumanji ;) A jeśli ma ochotę zostać dłużej u koleżanki pomimo sprawdzianu następnego dnia – nie ma sprawy, to jej sprawa, czy dostanie 1 czy 6 ;). 

 

Po latach takiego wychowania widzę naprawdę fajne efekty: mam dwójkę samodzielnych, ogarniętych dzieciaków, które potrafią samodzielnie zarządzać swoim czasem i obowiązkami. Oczywiście do dzisiaj wkurzam się o nieposprzątane buty w przedpokoju i milion kubków rozsianych po mieszkaniu… Ale kiedy w wolną sobotę Synek przynosi nam śniadanie do łóżka to myślę sobie po pierwsze, że dobrze że nie uciął sobie palców, a zaraz potem, że te dzieci wyjdą w świat z dobrym przygotowaniem, jako ludzie mądrzy, otwarci, wolni w swoich poglądach i samodzielni.

Dziękuję Ci Mamo za każdą lekcję, jaką od Ciebie dostałam.

Anna

PS. Zdjęcia są naprawdę stare, więc musicie wybaczyć jakość, ale mają one dla mnie wymiar sentymentalny i nie chciałam w nich nic zmieniać. W końcu - Precz z doskonałością!

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów